wtorek, 13 kwietnia 2010
Bo królom był równy.

W roku 2004 na warszawskich powązkach ówczesny prezydent Warszawy, Lech Kaczyński, żegnając pułkownika Ryszarda Kuklińskiego powiedział, iż miarą jego zasług jest fakt, że Polska znajduje się dziś na mapie. Tak można opisać wiele innych, wybitnych postaci. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Naczelnika Tadeusza Kościuszkę. Generała Władysława Sikorskiego. Księcia Józefa Poniatowskiego. Króla Jana III Sobieskiego. Króla Stefana Batorego. Tych kilka znamienitych nazwisk wiele dzieli. I pozycja społeczna. I czasy w jakich żyli. I losy jakie przygotował dla nich świat. Ale o każdym z nich można powiedzieć, że dzięki ich wysiłkom, dzięki ich poświęceniu Polska znajduje się dziś na mapie świata.

Dlatego zasłużyli sobie na pochówek w miejscu szczególnym. Miejscu, które nazwiskami wyrytymi na sarkofagach wyznacza historię Polski. Miejscu, które pozwala nam z dumą patrzeć na naszą historię, na krwawe losy naszego państwa, na walkę o wolność, o język polski, o samostanowienie. Dlatego patrząc na Wawel wiem, że w jego podziemnych kryptach spoczywają ludzie dzięki którym Polska istnieje.

Ta piękna tradycja już za kilka dni przejdzie do historii. Szkoda. Wawelskie krypty były miejscem stanowiącym wspólny mianownik tysiąca lat Polski - poświęcenia życia dla istnienia i pomyślności Rzeczpospolitej. Prawdziwego poświęcenia.

Przypominają mi się słowa Marszałka Piłsudskiego, gdy na Wawelu składano prochy Juliusza Słowackiego:

"W imieniu Rządu Rzeczypospolitej polecam Panom odnieść trumnę Juliusza Słowackiego do krypty królewskiej, bo królom był równy."

Bo królom był równy. I tylko równi królom tam mogą spoczywać.

21:51, big.spender
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 marca 2010
Polska dziwna logika zdrowia.

Senacka komisja zdrowia zaostrzyła poselski projekt dotyczący zakazu palenia w miejscach publicznych. Co prawda komisja miałaby ogromne problemy żeby sejmowy projekt zliberalizować, ale propozycja dużo bardziej restrykcyjnego podejścia do kwestii miłośników hodowania kominów w ustach własnych i wypełniania pustych pęcherzyków płucnych tak własnych jak i znajdujących się w najbliższej okolicy substancją smolistą jest zadziwiająca. No chyba że przeoczyłem jakiś znany Komisji fakt, iż na przykład naród nasz masowo rzucił palenie a pozostałych dymiących ortodoksow trzeba zaszczuć, zniechęcić i ścigać przy pomocy policji, sądu i specjalnej grupy antykominowej.

"Palarnia. Palenie surowo wzbronione"

Bo i po co komu palarnia skoro palenie szkodzi? I tak w tym kraju mało kto pali, więc po co pracodawcy, uczelnie, instytucyje publiczne, kina, teatry, restauracje itp mają dopłacać do społecznego marginesu? Po co komu pomieszczenie, z którego nikt korzystał nie będzie? W imieniu pracodawców jak Polska długa i szeroka dziękuję Komisji. Aby całkowicie wykluczyć potrzebę posiadania palarnii, palaczy należy dyscyplinarnie zwolnić, a przy wejsciu "na zakład" ustawić modne ostatnio na lotniskach skanery zaprogramowane w trybie wykrywania kształtu papierosa. Można również użyć psa-wykrywacza nikotyny. Albo dowolnego innego środka przymusu bezpośredniego lub pozyskiwania zeznań znanego z Korei Północnej albo Średniowiecza.

Na marginesie - skoro papieros według senackiej komisji zdrowia jest zły, to polecam wszystkim palaczom przerzucić się na legalny w Polsce mefedron. Wywołuje stan euforii, działa pobudzająco, zaburza działanie pamięci krótkotrwałej, wywołuje halucynacje. Co prawda jego metabolity są neurotoksyczne i używanie środka może prowadzić do gwałtownego podniesienia ciśnienia krwi i w efekcie wylewu, ale skoro według naszych światłych parlamentarzystów ważniejsze jest stworzenia podziemia palaczy i wydawanie milionów PLN na walkę z tajną grupą trzymającą papierosa, to rozumiem że w restauracji czy kinie będę mógł sobie strzelić mefedronik zamiast dymka. I to legalnie.

Palaczy w Polsce nie było, nie ma i nigdy nie będzie. Wychodząc z tej podstawy, komisja ma rację. Ale patrząc na ulice, restauracje i szkoły takie założenie jest co najmniej ryzykowne.

18:17, big.spender
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 marca 2010
Quo vadis Izrael?

"Stosunki amerykańsko-izraelskie są najgorsze od 35 lat z powodu..." - w tym miejscu przerwę wypowiedz Michaela Orena, ambasadora Izraela w Waszyngtonie. Powodem oficjalnym popsucia stosunków jest plan budowy nowych domów dla osadników Żydowskich w arabskiej, wschodniej części Jerozolimy. Co, delikatnie mówiąc, daleko odbiega od amerykańskiej wizji rozwoju koegzystencji Palestyńczyków i Żydów w Jerozolimie. Ogłoszenie powyższego planu w momencie wizyty wiceprezydenta Joe Bidena w Izraelu oznacza tylko i wyłącznie dążenie Tel Awiwu do maksymalnego zaostrzenia stosunków z USA. Problemem nie jest więc konkretny powód, ale cel do którego dąży Izrael.

"Kryzys w stosunkach Izraela ze Stanami Zjednoczonymi jest najpoważniejszy od 1975 r.(...) To kryzys o rozmiarach historycznych" - Michael Oren (za tvn24.pl). W roku 1975 Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło Rezolucję nr 3379 potępiającą syjonizm a USA przyznało Izraelowi pomoc finansową ponad 2 mld USD w zamian za wymuszone wycofanie się z Półwyspu Synaj, zajętego w wojnie Jom Kippur. Nie wiem, czy te wydarzenia miał na myśli ambasador Izraela, ale ważniejsze jest coś innego - świat obecny wygląda zupełnie inaczej niż ten sprzed 35-u lat.

Po pierwsze Izrael stał się na Bliskim Wschodzie mocarstwem. Liczba ludności uległa podwojeniu, PKB to wielokrotność tego sprzed 35 lat (w 2007 roku 164 mld USD, ok. 60% więcej per capita niż w Polsce), armia rozrosła się do 175 tysięcy żonierzy (plus 430 tysięcy rezerwistów), posiada 4 tysiące czołgów, ponad 300 sztuk F-16, około 100 sztuk F-15 plus kilka setek innych maszyn, nieoficjalny arsenał około 500 głowic atomowych (w tym około 100 sztuk pocisków artyleryjskich o mocy ok 20 kt), nieznaną liczbę bomb termojądrowych o sile ok. 1 Mt. Budżet wojskowy przekracza 20 mld USD. Czy dotacja 30 mld USD przyznana w formie pomocy militarnej na okres 10 lat przez USA (w 2007 roku) to wystarczający powód do dostosowania własnej polityki do wersji płynącej z Waszyngtonu? Zwłaszcza, że 20 mld USD na tej samej zasadzie otrzymali arabscy sprzymierzeńcy USA w regionie. To nie są kwoty które mają dla Izraela istotne znaczenie. Czy w imię kilku dolarów państwo żydowskie będzie liczyło się z mocno podupadającym mocarstwem?

To druga strona medalu. Stany Zjednoczone nie są potęga z roku 1975-go. Od strony militarnej to co prawda ciągle najpotężniejsza armia świata, ale utrzymująca ją gospodarka mocno kuleje. Wcześniej czy później poważne cięcia budżetowe dotkną Pentagon. A tym samym Izrael. Patrząc na stosunki ze Stanami Zjednoczonymi z okien gabinetów rządowych Tel Awiwu naturalną konsekwencją jest postawienie pytania: Po co nam Stany Zjednoczone? I czy owe Stany Zjednoczone mają siłę przeciwstawić się dowlonej decyzji Izraela? Poczynając od budowy domów we wschodniej Jerozolimie, a kończąc na prewencyjnych bombardowaniach w Iranie? Czy nadszedł już czas na geopolityczne zmiany na miarę upadku ZSRR?

To pierwsza od wielu lat rękawica rzucona amerykańskiej administracji. I to rzucona w najmniej dogodnym dla USA momencie - kryzys gospodarczy, deficyt budżetowy, deficyt handlu zagranicznego, reforma służby zdrowia, Irak, Afganistan. I jeszcze ten cholerny Nobel za zaprowadzanie pokoju na świecie ;) Coraz wyraźniej widać, że Obama nie panuje nad decyzjami Izraela. Czy to forma testowania cierpliwości Waszyngtonu czy faktyczne wyrwanie się spod amerykańskiej kurateli? Niedługo się okaże. Tak czy inaczej zmiany na Bliskim Wschodzie przyspieszają.

środa, 10 marca 2010
Google mówi: koniec świata 2012!

Zgodnie z teorią wyznawców Googlicyzmu stosowanego, wszystko o czym wie wyszukiwarka spółki Google Inc. istnieje. A nawet jeśli nie istnieje, to tylko z powodu niedoskonałości czlowieka który albo jeszcze nie odkrył czegoś, co w Google'u już istnieje, albo tego jeszcze nie wynalazł. Istnieje więc i aligator, i Sasquatch. I Kanada i Bóg. I komunia córki pani Krysi spod siódemki i koniec świata w 2012. W grudniu. Jeszcze przed gwiazdką.

Nie pierwszy to koniec świata wieszczony przez różnej maści czarnoksiężników, mnichów, naukowców, filmowców i zwolenników Nicei (jednak nie pomarliśmy). Ziemia jakoś się kręci, Słoneczko świeci, giełda się waha, Elvis żyje. Ale tym razem może być inaczej....

Miliony witryn na całym świecie, we wszystkich możliwych językach świata zgrupowane przez Google'a w jedym miejscu nie mogą się mylić. 21 grudnia 2012 zmienią się bieguny magnetyczne Ziemii, Ziemia zakręci się wolniej, jeszcze wolniej. Potem stanie i zacznie się kręcić w drugą stronę! Trzęsienia ziemi, fale tsunami, powodzie, lodowce, wojna atomowa, atak klonów... Klony zaatakują w grudniu 2012, aby do 2020 skolonizować plaże świata :p

Czy my, ziemianie, mamy szanse przetrwać koniec świata? Mamy. Jest jedna szansa, bohater, ktory zawsze ratował nas z podobnych opresji. Tyle, że w 2012 roku Bruce Willis będzie miał już 57 lat. Jeśli zawiedzie, to zgodnie z Google'm ożyje Godzilla. Która w świecie realnym doczekała się własnej gwiazdy na Hollywood Walk of Fame, więc istnieje ponad wszelką watpliwość. Chyba że uratują nas...

Psychiatrzy! Według specjalistów z dziedziny leczenia wkładu wewnątrzczaszkowego każdy, kto wierzy w koniec świata w roku 2012 kwalifikuje się do leczenia. A to oznacza, że ludzkość będzie potrzebowała dużej ilości Prozacu. Czy Pani Minister Zdrowia mnie słyszy? ;)

wtorek, 09 marca 2010
Prokurator Generalny is watching you.

"Trzeba zlikwidować przecieki, a dziennikarze powinni być karani za ujawnianie tajnych informacji" - rzucił w Radiu ZET Andrzej Seremet, od przełomu marca i kwietnia prokurator generalny. Na szczęście nie wszystkich, ale jedynie tych którzy złamią artykuł 241 kodeksu karnego:

"Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2"

Na pierwszy rzut oka przepis bardzo słuszny, pozwalający prokuraturze przygotować solidne oskarżenie. Problem w tym, że postępowanie przygotowawcze co do zasady obejmuje wszystkie czynności poprzedzające złożenie sprawy w sądzie. Od ustalenia o co chodzi w problematycznej kwestii, poprzez określenie czy mamy do czynienia z przestępstwem, poprzez wykrycie i ewentualne zatrzymanie sprawcy, poprzez wyjaśnienie sprawy w sposób wszechstronny z ustaleniem sprawców i pokrzywdzonych oraz wielkości szkody, aż po zabezpieczenie wszelkich dowodów i przedstawienie ich sądowi w sposób nie budzący wątpliwości.

Sporo tego. Reasumując, postępowanie przygotowawcze obejmuje praktycznie wszystko, co mieści się pomiędzy podejrzeniem popełnienia przestępstwa i wniesieniem sprawy do sądu. Co prawda art 241 KK mówi o "wiadomościach z postępowania przygotowawczego" co sugeruje bezpośredni przeciek z prokuratury. Ciekawe więc, jakim kierunkiem podąża myśl Andrzeja Seremeta. Czy przeciek oznacza ujawnianie tajnych informacji uzyskanych z prokuratury, czy też wszystkich danych objetych postępowaniem przygotowawczym chociaż uzyskanych w inny sposób. I jak to odróżnić?

I dlaczego prokurator generalny rozpoczyna likwidację przecieku nie od źródła ale od, przysłowiowej, dupy strony? Oczywiście rozumiem, że karanie prokuratorów narusza zasadę prawniczej solidarność, ale może istnieje jakieś bardziej logiczne uzasadnienie słów Andrzeja Seremeta?

 

I jak w tym świetle wygląda opowiedzialność blogera za przedstawianie czytelnikom informacji uzyskanych od dziennikarzy pochodzących z postępowania przygotowawczego? Również 241 KK?


15:42, big.spender , Politycznie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 marca 2010
Prezes na wojennej ścieżce :p

Słowa Prezesa Naszego - przy okazji gratuluję sukcesu Panie Prezesie! - wzbudziły w Polsce całą masę komentarzy. Czy to prześmiewczych, czy też pełnych obaw co do zdrowia samego Prezesa, albo podejrzewających nowego-starego-wiecznego Prezesa że Mu przysłowiowa sodówa uderzyła do głowy. Takie komentarze pojawiły się w Polsce. Ale tylko w Polsce. Bo gdzie indziej...

"Plaże Egiptu, Tunezji są dzisiaj zaludnione przez Niemców, Francuzów, Anglików, po części też Rosjan i Czechów. Polaków tam niezbyt wielu. W 2020 roku muszą być tam miliony Polaków!" - Jarosław Kaczyński, III Kongres PiS, 2010.

Po tych słowach w całym basenie Morza Śródziemnego rozhulał się ogłuszający pisk telefonów wszelkich marek, na wszelkich szczeblach rządowych, we wszystkich jednostkach militarnych. W ruch poszły mapy, plany, przekroje uzbrojenia, analizy ewentualnych konsekwencji, zasobów i możliwych strategii kontrataku. "To nie są ćwiczenia!" - krzyczały twittery polityków w Afryce i Europie. W tej chwili w Tunezji i Egipcie trwają rozmowy na najwyższym szczeblu w kwestii wykonania uderzenia prewencyjnego! W rozmawach bierze udział i Kaddafi, który obawia się okrążenia i Gabon, który już raz otarł się o wojnę z Prezesem! Sprawa jest więc poważna. Do tego Jarosław Kaczyński wykazał oczywistą oczywistość - Egipt i Tunezja już dziś są okupowane przez Niemców, Francuzów i Anglików! Co więcej - swoje jednostki operacyjne rozmieszczają tam Rosjanie i Czesi! Zwłaszcza wizja otoczenia naszego kraju od spodu przez Rosjan musi budzić sprzeciw Prezesa! I w konsekwencji zmusiła Go do przygotowania odpowiedniego planu. Planu przejęcie władzy nad światem!

Plan Prezesa jest jasny - zajmując Egipt przejmiemy Kanał Sueski, ważny szlak handlowy. Przejmując Tunezję mamy świętną pozycję do uderzenia na Sycylię i Sardynię, co otworzy nam południową drogę podboju Europy i wzięcie owej Europy w kleszcze. Ale to tylko moje założenia na gorąco. Nawet nie próbuję zgłębić myśli Prezesa. Ważne jest, że w roku 2020 IV RP będzie nie tylko od morza do morza - IV RP będzie multikontynentalna!

piątek, 05 marca 2010
Prawyborcze knowania Bronisława!

Kandydat na kandydata na prezydenta z ramienia PO, Bronisław Komorowski, sięgnął jednocześnie po dwa potężne miecze walki o procentowe poparcie: kobiety i poezję. Zaprawdę nie wiem którym celniej uderzy w najgroźniejszego konkurenta, Radosława Sikorskiego.

"Zaraz po głosowaniach marszałek Bronisław Komorowski przyjmie w swoim gabinecie posłanki popierające jego kandydaturę" - takiej treści emalię posłanki otrzymały i stawiły się w liczbie 36-ściu wręczając marszałkowi spontaniczny list poparcia ze wstępem, spontanicznym oczywiście, posłanki Jadwigi Zakrzewskiej: "Drogi Broniu, mam zaszczyt przekazać list poparcia, bo uważamy, że jesteś godzien pod każdym względem być naszym reprezentantem na najwyższym urzędzie".

Wzruszył się marszałek. Mentalną łzę spływającą po marszałkowskim ego otarł i odczytał wiersz, który wcześniej zupełnie spontanicznie sporządził na taka niespodziewaną okoliczność:

"Wielkie dzięki, drogie panie, wielkie dzięki koleżanki, za poparcie, za zachętę bym w wyborcze stawał szranki. Wielkie dzięki, ale przyznam, że gdy tyle pań dokoła, nie wybory mi się marzą, ale inne kwestie zgoła" (za tvn24.pl).

Wzruszająca scena. Prawie jak ze "Strażnika Teksasu". Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w demokracji obowiązkiem jest uwodzić wyborców. Jak w każdym innym showbusiness'ie, ale co ciekawe, Drogi Bronio postanowił rozpocząć uwodzenie od już uwiedzionych. Przynajmniej nie zacznie od niepowidzenia, co mogłoby go sceptycznie nastawić do wartości własnej kindersztuby. Którą, wierząc słowom posłanki Zakrzewskiej, marszałek posiada. Co więcej - marszałek jest "mężczyzną bezpiecznym", a dla posłanki Beaty Bublewicz nawet "szlachetnym, pełnym wspaniałych cech człowiekiem".

Tylko patrzeć jak Drogi Bronio pójdzie śladem Wojtka Olejniczaka, koszulę rozerwie i z nagim torsem pojawi się w Bravo Girl. I raczej musi się spieszyć, bo kto wie czy mieczem sexappealu nie uderzy Radek Sikorski. Zwłaszcza, że ze słów posłanek można wnioskować, że Radek w opozycji do Bronia jest "mężczyzną niebezpiecznym", a nawet "nikczemnym, pełnym nikczemnych cech człowiekiem". Jednym słowem zło wcielone, żyjący na krawędzi twardziel. Tym samym Sikorski, Radosław Sikorski, przejmie władzę nad sercami płci pięknej zdobywając poparcie którym bez problemu sięgnie po urząd prezydenda i tytuł Mistera Polski na najbliższe lat kilka. To prawdziewe zagrożenie, Panie Marszałku, i sam Palikot go nie zniweluje. Zakladając nawet, że zmieni palikoci image. A skoro w wyborach nikt kwestii merytorycznych poruszał nie będzie to cóż, jedyne co można poradzić Bronisławowi Komorowskiemu to znane: "Idz na całość!". Nie daj się, drogi Broniu, wyprzedzić Radkowi na rozkładówce Bravo Girl!

Tak czy inaczej szanse Lecha Kaczyńskiego maleją. Ani kindersztuby, ani sexappealu. Pozostaje jedynie miecz patriotyzmu, deubekizacji, dekomunizacji, katolicyzmu i Ojciec Dyrektor. To zdecydowanie za mało. Abstrahując już od mojego ulubionego zajęcia (oczywiście jedynie w tych chwilach w których moja niezamężna żona pozbawia mnie swojego uroczego towarzystwa :) ), czyli wbijania szpilek w polityków, to co może zaoferować Polsce i Polakom Lech Kaczyński w ewentualnej drugiej kadencji?

czwartek, 04 marca 2010
Jarosławie, mój Jarosławie!!

Jak wieść niesie i wszystkim już wiadomym jest że sabat partii naszej jedynej, sprawiedliwej i prawej odbędzie się z woli Boga w poznańskim grodzie, w którym pod wodzą Prezesa naszego dokonamy wyboru Prezesa naszego na stanowisko Prezesa naszego. Lista peanów wznoszonych na cześć jest otwarta stale i do dnia sobotą zwanego każdy ma obowiązek na niej umieścić wpis swój szczerze wyrażający radość i szczęście z rządów prawych i sprawiedliwych Prezesa naszego.

Zaczynamy tworzyć listy wyborcze, bacz więc, drogi członku partii Prezesa naszego, aby nie odbiegały poziomem od już dostępnych:

Hanna Foltyn-Kubicka, szefowa okręgu gdańskiego PiS: "Ta partia to Jarosław Kaczyński, bez jego intelektu, wiedzy i charyzmy ona nie istnieje. Nie jest dla mnie Bogiem, zdarza mu się mylić, ale w większości spraw ma rację i jest autorytetem" (za gazeta.pl).

Jolanta Szczypińska, szefowa okręgu gdyńsko-słupskiego PiS: "Nie ma PiS bez Jarosława Kaczyńskiego i tylko on ma szansę poprowadzić ugrupowanie do zwycięstwa. Tylko on może zrealizować program PiS i przeciwstawić się krwiożerczemu liberalizmowi, który opanowuje Polskę. Nie ma ideału, a Jarosław Kaczyński nie jest kosmitą"

Ryszard Terlecki, poseł PiS: "Nie ma polityka podobnego formatu ani w partii, ani Polsce" (jw).

Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy: "Czasem, aż oczy bolą, gdy się patrzy, jak się przemęcza dla naszego klubu Prezes nasz (...). Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki!".

Gabriel García Márquez: "Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem".

Walt Whitman: "O kapitanie, mój kapitanie!".

środa, 03 marca 2010
Prezydent Lech Kaczyński nie będzie kandydował!

"A czy ja będę kandydował?" - odpowiedział wczoraj pytaniem na pytanie o termin ogłoszenia decyzji dotyczącej startu w wyborach prezydenckich 2010 Lech Kaczyński. Zmroziło krew w żyłach poddanych jak kraj długi i szeroki, gołębie na krakowskim rynku zamarły w niemym przerażeniu, wiatr w polu przestał hulać a Statua Wolności w kompletnym szoku o mało co nie wypuściła znicza w fale nowojorskiej zatoczki szumnie zwanej Upper Bay.

Po tym krótkim, ale jakże traumatycznym momencie życia każdego prawdziwego Polaka, po totalnym załamaniu nerwowym pojawiła się w nas iskierka nadziei, że oto Prezydent raczy nas swoim wysublimowanym poczuciem humoru. Iskierka wątła, ale z każda chwilą gotowa wybuchnąć płomieniem bezkompromisowej woli głosowania na Lecha Kaczyńskiego, Prezydent dodał:

"Proszę pamiętać, że w Polsce szansę mają ci, którzy nie wychodzą na środek ulicy i mówią, że będą kandydowali, tylko ci, którzy mają poparcie poważnych sił politycznych. Ja jeszcze w tej chwili takiego poparcia nie mam".

A więc stało się. Lech Kaczyński nie będzie kandydował. Nie ma poparcia poważnych sił politycznych. Nie ma, i mieć nie będzie. Najpierw musielibyśmy stworzyć dla Prezydenta "poważne siły polityczne". Panie Prezydencie - to zadanie nasz skromny naród przerasta. Czy nie wystarczy siła polityczna? Albo po prostu coś co określamy w Polsce przymiotnikiem "polityczny"? Może wtedy uda się przebłagać pańskiego Brata, Jarosława, aby jednak Pana, Światło Naszych Oczu, poparł. Prosimy!

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że jedyną siłą popierającą oficjalnie Lecha Kaczyńskiego jest szef kancelarii Prezydenta RP, Władysław Stasiak. Panie Władysławie, przykro mi że nie jest Pan poważną siłą polityczną, ale mam nadzieję, że nidgy do takiego wniosku Pan nie doszedł i jakoś z tym ciosem Pan sobie poradzi.

wtorek, 02 marca 2010
Dzień niespodziewanych niespodzianek.

Niespodziewanie zeznający dziś przed komisją hazardową były szef gabinetu politycznego premiera, Sławomir Nowak, mało co pamięta, a jeśli cokolwiek pamięta, to jedynie rzeczy o których nic mu nie wiadomo.

Niespodziewanie były wicepremier Roman Giertych kieruje dziś (przynajmniej tak obiecał wczoraj) akt oskarżenia przeciwko byłemu premierowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu, w sprawie haków, które według wicepremiera były hakami, a według premiera to kompromitujące fakty. O stosownej nazwie zdecyduje sąd, zapewne posiłkując się opinią biegłych językoznawców oraz zeznaniami świadków: Kazimierza Marcinkiewicza z jednej strony i Henryka Sienkiewicza z drugiej (jak pamiętacie, pomówionego przez Romana Giertycha o autorstwo "Naszej Szkapy" co jednoznacznie podważa prawdomówność byłego wicepremiera).

Niespodziewanie w Prawie i Sprawiedliwości toczy się wewnętrzna walka o pozycje. Ponoć ścierają się frakcje Przemysława Gosiewskiego z grupą Adama Lipińskiego. Z ostatnich doniesień wynika, że do łask wrócił Gosiewski i to jego ekipę poprze Wielki Strateg. Co oznacza powrót Edgara do roli ważnego rozgrywającego w drużynie Prezesa. A program PiS wróci w sprawdzone koleiny kampanii 2005 w których Edgar świetnie się sprawdza.

Niespodziewanie okazało się że dziennikarze pracują na zlecenie polityków. Dziennikarz Wyborczej Adam Wajrak dostał zlecenie z redakcji na artykuł, i ze swoim sumieniem pochwalił ministra środowiska. Trudno oceniać w jakim stopniu sumienie Gazety Wyborczej ukształtował przelew z ministerstwa czyli moich podatków, ale sam fakt istnienia własnego sumienia zgodnego z wolą sponsora jest zastanawiający. Teorię o odosobnieniu tego przypadku podważa Twitter Adama Bielana: "Jeśli ktoś organizuje wywiad, zawala autoryzację, przez dwa dni nie reaguje na zniekształcony przekaz i przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy próbuje zwalić winę na innych, to trudno się nie zdenerwować" (za portalem tvn24.pl). Kto wie którzy to "zaprzyjaźnieni dziennikarze" i czy partie polityczne wydają swoje subwencje z moich podatków na kształtowanie ich sumień? ;)

Niespodziewanie dziś jest wtorek :p

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10